Jedno pytanie brzmi: jak zemścić się na Rosji po jej ataku nuklearnym na Ukrainę? Innym jest to, czy ogłaszać to jasno, czy niejasno, publicznie, czy prywatnie. Prezydent Rosji Władimir Putin nie chce używać broni nuklearnej, tak jak nie chce nadal walczyć w swojej „specjalnej operacji wojskowej” przeciwko Ukrainie. Ale wciąż walczy — ponieważ nie jest w stanie wygrać. Oznacza to również, że może jeszcze zrzucić bombę nuklearną, o czym ponownie zagroził w tym tygodniu. Stany Zjednoczone i ich sojusznicy – a także domniemani przyjaciele Putina w Chinach i innych krajach – muszą teraz zdecydować, jak zareagują.
Dla Putina eskalacja nuklearna nie byłaby sposobem na wyrwanie zwycięstwa z paszczy porażki, ale na wyrwanie przetrwania – politycznego, a nawet fizycznego – z paszczy zapomnienia. W przeciwieństwie do demokratycznych przywódców, nie ma możliwości przejścia na emeryturę z wdziękiem po wszystkich wyrządzonych przez siebie szkodach. Jako znachorski historyk carów wie, że jego koniec może być niepewny.
Dlatego może odkurzyć rosyjską doktrynę, którą zachodni analitycy nazywają „eskalacją do deeskalacji”. Oznacza to przejście na atom, aby uniknąć przegranej wojny konwencjonalnej (nienuklearnej). Putin zdetonowałby jedną lub więcej „taktycznych” (w przeciwieństwie do „strategicznych”) bomb atomowych. Są to wybuchy o niskiej wydajności, wystarczająco duże, aby wyeliminować pozycję armii ukraińskiej lub centrum logistyczne – ale zbyt „małe”, aby zlikwidować całe miasto. Zrzucając taką bombę, Putin sygnalizowałby chęć użycia jej więcej. Jego motywacją byłoby zmuszenie Ukrainy do poddania się, a Zachodu do wyjścia z konfliktu – ale bez zachęcania do automatycznego odwetu ze strony USA. Putin chce, aby jego wrogowie ustąpili, aby mógł ogłosić zwycięstwo i pozostać u władzy.
Nie trzeba dodawać, że taki akt desperacji oznaczałby najciemniejszy zwrot w historii ludzkości od czasów Hiroszimy i Nagasaki. Nie tylko zabiłby, okaleczył i spowodowałby uraz ogromnej liczby niewinnych ludzi – Putin już to robi – ale także spowodowałby trwały terror na całym świecie. Eskalacja Putina zerwałaby z czasów zimnej wojny tabu przeciwko używaniu broni nuklearnej do czegokolwiek innego niż odstraszanie. Jeśli okaże się, że ujdzie mu to na sucho, inne nuklearne państwa zbójeckie skorzystałyby z ich wskazówek. To z kolei zmusiłoby kraje, które zrezygnowały z broni jądrowej w imię nieproliferacji lub rozbrojenia – tak jak zrobiła to Ukraina w latach 90. – do zbudowania własnych arsenałów. Kontrola zbrojeń byłaby martwa. Wojna nuklearna, celowo lub przypadkowo, stałaby się bardziej prawdopodobna w większej liczbie miejsc, od Zachodu po Azję Południową i Wschodnią.
Opcje reakcji dla prezydenta Bidena
Co zatem powinien zrobić prezydent USA Joe Biden? Musi oczywiście odstraszyć Putina, jednocześnie przygotowując odpowiedź na wypadek eskalacji Putina. Ale są to dwa aspekty tej samej decyzji: dorozumiana reakcja również działa odstraszająco.
Matthew Kroenig z think tanku Atlantic Council podsumował niektóre opcje. Jedną z odpowiedzi na ograniczony rosyjski atak nuklearny jest podwojenie, potrojenie lub czterokrotne zwiększenie wszystkich środków, które Zachód już podjął przeciwko reżimowi Putina, całkowicie odcinając Rosję od świata zachodniego. Zamiast zapadać się, Zachód wysłałby również więcej broni na Ukrainę i więcej sił, w tym broni nuklearnej, na front wschodni NATO. Taka celowo ograniczona reakcja miałaby na celu zatrzymanie spirali eskalacji przed jej rozpoczęciem.
Problem polega na tym, że Putin może nie uznać tej reakcji za wystarczająco przerażającą, by go odstraszyć. Jest już pariasem, a Rosjanie już cierpią z powodu sankcji. Jeśli boi się końca własnego panowania lub życia – i pamiętaj, że jest to scenariusz, który rozważamy – i tak poszedłby na całość. Innym problemem jest to, że powściągliwa reakcja wydawałaby się żałośnie nieadekwatna dla Ukraińców i reszty świata. Przyjaciele Kijowa straciliby serce. Dyktatorzy, tacy jak Kim Dzong Un z Korei Północnej, doszliby do wniosku, że można iść na balistykę i przetrwać.
Więc odpowiedź Bidena musi być bardziej muskularna. Ma dwie opcje militarne. Jednym z nich jest zareagowanie w naturze, również poprzez rozmieszczenie taktycznej broni nuklearnej o niskiej wydajności na pokaz — powiedzmy na Oceanie Arktycznym lub na odległej Syberii. Jego chmura grzybowa miałaby być znakiem stopu dla Putina. Uspokoiłoby także Ukraińców i świat, że USA odpowiedzą na eskalację „oko za oko” – że wyegzekwują nuklearne tabu. Problem polega na tym, że zamieniłoby to konfrontację w apokaliptyczne spojrzenie, prawdopodobnie prowadząc do serii taktycznych detonacji. A Rosja, która z grubsza jest równa z USA w strategicznych atomach, ma około 10 razy więcej taktycznych głowic do zabawy. Scenariusze stają się niemożliwe do obliczenia, zwłaszcza gdy uwzględni się błąd ludzki. Istniałoby ryzyko Armagedonu.
Lepszą opcją militarną jest zatem konwencjonalny atak USA na siły rosyjskie. Celem może być dokładna baza, która rozpoczęła atak nuklearny. Albo mogą to być wojska rosyjskie na Ukrainie. Byłby to sygnał dla Ukrainy i świata, że każde naruszenie nuklearnego tabu będzie karane. A przesłanie dla Putina byłoby takie, że nie może eskalować do deeskalacji, ponieważ Zachód wkroczy, by go pokonać. Wadą jest oczywiście to, że jest to bezpośrednie starcie między Rosją a NATO, a co za tym idzie grozi III wojną światową, a Armagedon wciąż jest jednym ze scenariuszy na końcu. Putin może dojść do wniosku, że Stany Zjednoczone nie są przygotowane do odwetu za pomocą broni jądrowej i rozpoczęcia jeszcze większej liczby ataków nuklearnych.
Komunikacja i nadzieja na jedność
Rodzi to kolejne pytanie, na które Biden musi odpowiedzieć: Kiedy już zdecyduje, jak zareaguje na różne poziomy eskalacji nuklearnej, jak powinien to zakomunikować – Putinowi, sojusznikom, wrogom i opinii publicznej? Jeśli chce zmaksymalizować odstraszającą wartość swojej komunikacji, będzie jasny, konkretny i publiczny – jeśli Putin zrobi X, my zrobimy Y. Problem polega na tym, że Biden utraci wszelką elastyczność, gdy Putin zrobi coś nieco innego niż X. Lepszą opcją — którą, jak się wydaje, wybrał Biden — jest celowa niejasność w miejscach publicznych. Wadą jest to, że nawet Ukraińcy zgadują. Zaletą jest to, że Putin musi założyć najgorsze.
Jest jeszcze inna możliwość. Wróćmy do naszego założenia: Putin nie chce użyć broni nuklearnej, ale zrobi to, jeśli obawia się, że jego własne przetrwanie jest zagrożone. Stany Zjednoczone mogłyby planować zmianę reżimu – to znaczy wyprowadzenie Putina i jego wewnętrznego kręgu – w przypadku eskalacji nuklearnej. W tym przypadku najlepiej byłoby zakomunikować to nie ogólnikowo, ale konkretnie i nie publicznie, ale prywatnie – Putinowi.
Jeśli w tych mrocznych czasach jest choć trochę nadziei, to błysnęła ona w Uzbekistanie w zeszłym tygodniu, kiedy Putin spotkał się z przywódcami Indii i Chin, Narendrą Modim i Xi Jinpingiem. Oba kraje są mocarstwami jądrowymi. Indie są niezaangażowane, Chiny są nominalnie za Putinem. Ale obaj wyrazili Putinowi swoje „zatroskanie” o jego wojnę. Bez względu na wrogość między Pekinem a Waszyngtonem, bez względu na toczące się inne konflikty, widmo wojny nuklearnej musi i może zjednoczyć świat przeciwko zagrożeniu. Dyskretnie Biden, Xi i wszyscy inni światowi przywódcy mogliby odłożyć na bok dzielące ich różnice i wysłać Putinowi wiadomość: Idź do atomu, a my upewnimy się, że odejdziesz.
